Opis. Panna Klein prowadzi żeńską szkołę z internatem, do której uczęszcza 6 wyzwolonych szwedzkich blondynek: Greta, Inga, Kerstin, Lil, Astrid i Selma oraz ich koleżanka Marie-France. Ani panna Klein, ani nauczyciel gimnastyki Martin nie mogą powstrzymać seksualnych wybryków dziewcząt.
Mężczyzna atakuje kobietę, ale tylko Polak naprawdę staje w jej obronie. ZOBACZ WIDEO. Społeczeństwo opublikowano: 2016-02-16 10:08:24+01:00; fot. YouTube
Kup teraz na Allegro.pl za 45 zł - Polak - UDZIAŁ LUDNOŚCI CYWILNEJ W OBRONIE (13619370368). Allegro.pl - Radość zakupów i bezpieczeństwo dzięki Allegro Protect!
Stefan Tompson, Polak urodzony w Wielkiej Brytanii, tłumaczy w oparciu o fakty, jaka jest A Response to Israel - STAŃ W OBRONIE POLSKI! | "A Response to Israel" - ten film powinien obejrzeć każdy!
Z relacji moich znajomych wyłania się taki obraz zawierania znajomości: najłatwiej dla Szweda pójść do klubu, baru, imprezę, gdzie znieczulając swoją nieśmiałość alkoholem nawiązuje relację z inną osobą. Często po takiej imprezie następuje wspólna noc, a potem dopiero randkowanie i sprawdzanie, czy z tego coś będzie.
Brodaty mężczyzna, nazywany przez media "bohaterskim Wikingiem" został okrzyknięty bohaterem Los Angeles.Amerykańska telewizja NBC zrobiła małe dochodzenie i
Co ciekawe, w opublikowanym uzasadnieniu Komitet zaznaczył, że Azerbejdżan jest też „zobowiązany do poczynienia wszelkich niezbędnych kroków, żeby zapobiec podobnym naruszeniom w przyszłości, w tym do znowelizowania krajowych praw, przepisów i/lub praktyk, tak by zapewnić pełne korzystanie z praw przysługujących na mocy
Anna Popek, dziennikarka TVP, zabrała głos w sprawie kryzysu na granicy polsko-białoruskiej. Stanęła w obronie Straży Granicznej. Nawiązuje do historii naszego kraju.
Temat był wielokrotnie poruszany w lokalnych i ogólnopolskich mediach. W 2019 roku stacja TVN wyemitowała program "Uwaga" poświęcony planowanej budowie ferm. Mieszkańcy regionu już od czerwca 2017 żyją w strachu przed tym, że w sąsiedztwie ich domów mają powstać kurze fermy. Jak wtedy informowała "Uwaga!"
Rok temu na placu Defilad w Warszawie uzbrojony kordon policji otoczył i zaatakował pokojową demonstrację ludzi, którzy stanęli w obronie Wolności w
T2ZTJwX. Solidarna Polska przygotowała projekt ustawy o ogrodach działkowych, który zakłada odejście od modelu centralistycznego i gwarantuje, że dotychczasowi użytkownicy zatrzymają działki. SP apeluje też do marszałek Sejmu o powołanie podkomisji ds. ogrodów działkowych. Andrzej Dera (SP) przypomniał, że w lipcu Trybunał Konstytucyjny zakwestionował 24 przepisy ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych, w tym ustawowe podstawy funkcjonowania Polskiego Związku Działkowców i jego przywileje. Podkreślił, że Sejm ma już niewiele czasu, by przygotować nowe przepisy w tym zakresie. - Projekt SP - zakładający odejście od modelu centralistycznego zakwestionowanego przez Trybunał Konstytucyjny i gwarantujący dotychczasowym użytkownikom utrzymanie działek - trafi do Sejmu jeszcze w czwartek 23 sierpnia - powiedział poseł. - (Projekt) opiera się na bardzo prostych zasadach - każdy ogród działkowy będzie miał osobowość prawną, każdy, kto dziś posiada działkę, będzie miał ograniczone prawo rzeczowe użytkowania działki, prawo dziedziczne - zaznaczam - czego do tej pory nie było, bo o tym, kto wchodzi po zmarłym, decydował zarząd - mówił polityk. Podkreślił, że każdy ogród będzie stanowił wspólnotę, w której skład wejdą wszyscy użytkownicy. - Użytkownicy sami będą wybierali swoje władze i będą odpowiadać za to, co się dzieje w ogrodach działkowych - powiedział. Projekt nie był konsultowany ze Związkiem Pytany, czy projekt był konsultowany z działkowcami czy Polskim Związkiem Działkowców i na uwagę, że de facto propozycja likwiduje Związek, odparł: "to TK zakwestionował funkcjonowanie PZD". Podkreślił, że dotychczas istniała jedna organizacja - PZD - do której musieli należeć działkowcy. Obecnie - mówił - trzeba sprawić, by ogrody działkowe funkcjonowały "od dołu i na zasadzie dobrowolności". Dodał, że projekt SP zakłada, iż wspólnoty działkowców mogą się zrzeszać na zasadach dobrowolności, zgodnie z prawem o stowarzyszeniach. - Co jest ważne - 100 proc. środków, które zbiorą działkowcy, zostaje na danym ogrodzie. Nie trzeba będzie już, tak jak do tej pory, odprowadzać pieniędzy do centrali - powiedział. W projekcie zapisano ponadto, że ogrody działkowe są terenami zielonymi i pozostają pod szczególną opieką państwa. Projekt przewiduje ponadto możliwość likwidacji ogrodu działkowego. Jednak nie będzie można działkowca pozbawić działki. - Czyli, jeżeli właściciel będzie chciał zlikwidować ogród działkowy, ma obowiązek prawny przygotowania terenu zastępczego i każdy działkowiec, który zechce, będzie mógł dalej korzystać z działki, aczkolwiek z innym miejscu - tłumaczył polityk. Apel do pozostałych klubów Dera zaapelował do pozostałych klubów parlamentarnych o to, by jak najszybciej złożyły ewentualne własne projekty w tej sprawie i "aby żaden z nich nie został odrzucony w pierwszym czytaniu". SP postuluje bowiem, by wszystkie projekty w tej sprawie trafiły do specjalnej podkomisji, o której powołanie apeluje do marszałek Ewy Kopacz. Trybunał Konstytucyjny 11 lipca zakwestionował 24 przepisy ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych, w tym ustawowe podstawy funkcjonowania Polskiego Związku Działkowców i jego przywileje. Wyrok Trybunału dotyczy ponad 966 tysięcy działek o łącznej powierzchni ponad 43 tysięcy hektarów. Czas na zmiany jest do stycznia 2014 r. Przepisy ustawy o rodzinnych ogrodach działkowych zakwestionowane przez TK stracą moc 21 stycznia 2014 r. (18 miesięcy od dnia ogłoszenia wyroku w Dzienniku Ustaw). Wyjątkiem stanowił jeden przepis, który przestał obowiązywać już w 20 lipca. Chodzi o przepis, który dotychczas nakazywał Skarbowi Państwa i samorządom przekazywanie w nieodpłatne użytkowanie Polskiemu Związkowi Działkowców gruntów stanowiących ich własność, jeżeli są one przeznaczone w miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego pod rodzinne ogrody działkowe. Uzasadniając wyrok, Trybunał podkreślił, że nie uznał za sprzeczną z konstytucją samej idei ogrodnictwa działkowego. Zdaniem TK potrzebna jest ochrona praw poszczególnych działkowców, jak i samej idei ogrodnictwa działkowego i dlatego powinna powstać nowa ustawa. Trybunał wyraźnie podkreślił, że ochroną prawną w pierwszym rzędzie objęci muszą być sami działkowcy, którzy w dobrej wierze, niekiedy od wielu lat, a nawet kilku pokoleń użytkują rodzinne ogrody działkowe. jl, PAP
Z takim wnioskiem wystąpił do ministra finansów. Przypomniał, że od 1 maja Polacy mogą się zatrudniać w Holandii bez potrzeby uzyskiwania zezwolenia na pracę. Tymczasem polsko-holenderska umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania zniechęca ich do podejmowania pracy w tym kraju. Przewiduje ona tzw. metodę proporcjonalnego odliczenia, zgodnie z którą zatrudnieni w Holandii muszą się rozliczać z PIT w Polsce, a dopiero potem potrącać podatek odprowadzony za granicą. Zdaniem rzecznika jest to metoda niesprawiedliwa, gdyż różnicuje obywateli w zależności do tego, gdzie pracują. Jako przykład dr Kochanowski podał Wielką Brytanię, z którą umowa została zmieniona odpoczątku2007 r. Zarobki uzyskane na Wyspach są opodatkowane tylko tam. Z takiej samej metody - wyłączenia - powinni korzystać ci nasi rodacy, którzy znaleźli zatrudnienie w Holandii - pisze rzecznik w wystąpieniu do MF. Przypomina również, że resort finansów już w listopadzie 2006 r. deklarował zmianę polsko-holenderskiej umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. Ówczesny wiceminister Jarosław Neneman zapewniał, że prace zostały rozpoczęte. Niestety do dziś nic się w tej kwestii nie zmieniło. - Otrzymałem wiele dowodów zdecydowanego sprzeciwu wobec takiej sytuacji od pracujących w Holandii rodaków, którzy nie chcą już dłużej czekać, aż rząd przyśpieszy negocjacje. Przepisy zmuszające ich do rozliczania zagranicznych zarobków w Polsce są nieuzasadnione i niezgodne z konstytucją - twierdzi rzecznik. Prosi też MF o odpowiedź, kiedy można się spodziewać podpisania protokołów zmieniających metodę unikania podwójnego opodatkowania niekorzystną dla pracujących w Holandii Polaków. Pisaliśmy o tym: "Pracujący w Holandii muszą dopłacać podatek w Polsce" "Prawo co dnia" 10 marca 2007 r.
Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów. Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki. 15 maja 2007 | Prawo | AG PODWÓJNE OPODATKOWANIE Rzecznik staje w obronie Polaków zatrudnionych w Holandii Rodacy pracujący w Holandii nie powinni płacić w kraju podatku od zagranicznych zarobków - twierdzi rzecznik praw obywatelskich Z takim wnioskiem wystąpił do ministra finansów. Przypomniał, że od 1 maja Polacy mogą się zatrudniać w Holandii bez potrzeby uzyskiwania zezwolenia na pracę. Tymczasem... Dostęp do treści jest płatny. Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną. Ponad milion tekstów w jednym miejscu. Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej" ZamówUnikalna oferta
Jak policja kogoś bije, to ja mówię, że to jest nie w porządku. Policja to jest taka organizacja, której krytykować nie wolno, bo tego nie lubią. Dlatego gdy coś niewłaściwego zrobią, to czasem kłamią. Kiedy mówię, że kłamią, to znowu są na mnie źli - z Ewą Koszowską rozmawia prof. Jerzy Sarnecki, który w 1968 roku wyjechał z Polski do Szwecji i został najsłynniejszym szwedzkim kryminologiem. Ewa Koszowska: Został pan wygnany do raju?Jerzy Sarnecki: Nie wiem, czy to był kiedykolwiek raj. To był pod wieloma względami bardzo dobry kraj do przyjazdu: sympatyczny, nowoczesny, liberalny, otwarty na ludzi. Kiedy tam przyjechałem w 1969 roku, było piękne lato. Przez wiele lat później takiego nie mieliśmy. Skończyło się zresztą straszliwym sztormem...*Teraz o Szwecji się mówi, że to kraj, który przestał być rajem dla imigrantów. * To w dalszym ciągu jest bardzo dobry kraj. W ostatnich tygodniach odpowiadałem na jakieś 50 pytań z różnych mediów międzynarodowych - CNN, Washington Post, Helsingin Sanomat, Politiken itd. – właśnie na temat tego, jak tu się obraz Szwecji pan przedstawił?Dość skomplikowany. Nie da się ukryć, że są problemy różnego rodzaju. Ale jeśli jednego roku przyjeżdża 160 tys. osób do kraju liczącego 10 milionów, to nie ma się co dziwić. Ci ludzie są bardzo zniszczeni psychicznie - wojną, przeżyciami i podróżą przez Morze Śródziemne. Kolega z policji opowiadał mi, że jest wśród nich grupa osób, które w zasadzie od dawna są bezdomnymi dziećmi Europy. Oni może pochodzą z Maroka, z Afganistanu itd., ale przez ostanie 5,6 lat wałęsali się po ulicach Paryża i Londynu, już nie wspominając o Belgradzie czy Tiranie. Mamy problemy z tymi ludźmi, ale one nie są tak poważne, żeby ten kraj upadł. Są również bardzo wykorzystywane politycznie."Szwecja się budzi, Szwecja ma dość", "Ośrodki pękają w szwach", "Zatrudnieni dodatkowi strażnicy" - takie komentarze krążą po tak, są jeszcze gorsze, np. słowa Donalda Trumpa na temat rzekomego ataku terrorystycznego w Szwecji. To są obrazy bardzo przesadzone. Oczywiście mamy dwa problemy w Szwecji, oba związane z problem to ten, o którym już wspomniałem. Teraz mamy dużą grupę, która tu przyjechała z Syrii i którą trzeba w społeczeństwie jakoś zaadoptować. A to trochę drugi problem?To grupy gangsterskie na niektórych przedmieściach naszych dużych miast. Mamy do czynienia z porachunkami pomiędzy tymi gangsterami, którzy do siebie strzelają. W ostatnim roku mieliśmy 30 przypadków takiej śmierci, spowodowanej bronią palną. To nie jest dużo. Ale mamy w Szwecji bardzo niski wskaźnik przestępczości, w ogóle przemocy. To jest dla nas nowe zjawisko, do którego nie jesteśmy przyzwyczajeni. Nasza policja także nie przywykła do strzelający to Szwedzi czy emigranci?To są cudzoziemcy, którzy przyjechali do Szwecji wiele lat temu, albo ich dzieci. Mieszkają w biednych (na nasze warunki) dzielnicach Malmö, Göteborga i Sztokholmu. Spirala przemocy się nakręca - ktoś do kogoś strzela lub próbuje strzelić, potem następuje odwet. To jest oczywiście ogromny problem integracji tej grupy imigrantów. Nie udaje się tych grup zintegrować?Trzeba pamiętać, że w Szwecji 17 proc. ludności jest urodzona poza krajem. Uchodźców Szwecja przyjmuje od lat 60., kiedy ja tu przyjechałem. Jeśli do tej grupy doliczyć jeszcze dzieci, które mają oboje rodziców imigrantów, to będzie to jedna czwarta ludności Szwecji. I tylko mała grupa z nich stwarza problemy. W związku z tym, że nie jesteśmy do tego przyzwyczajeni, prasa pisze o wszystkich incydentach, która mają u nas miejsce. Jeśli ktoś zastrzeli kogoś w Chicago, to przechodzi to bez echa. Natomiast jeśli do strzelaniny dochodzi w Szwecji, to staje się to wielkim wydarzeniem. A kiedy jest 30 takich przypadków w ciągu roku, to sama sobie pani zdaje sprawę, że jest to dość jest społeczeństwem bardzo powolnym, pragmatycznym. Ale ja sądzę, że sobie z tym dni temu kolega z redakcji zagranicznej poleciał do Malmö sprawdzić, czy rzeczywiście są tam dzielnice, do których zwykli Szwedzi boją się wejść. Władze tracą kontrolę nad imigranckimi dzielnicami?To nieprawda. W Malmö akurat od trzech lat nie byłem. Ale są takie dwie dzielnice w Sztokholmie - jedna się nazywa Tensta, a druga Rinkeby - prowadzę w nich projekt naukowy. Jestem tam bardzo często. Przyjeżdżam moim samochodem, parkuję na parkingu, a mam taki samochód, który powinien być atrakcyjny dla młodych ludzi. Jestem zupełnie spokojny. Nikt do mnie nie strzela, nikt mi samochodu nie podpala, nie mam tam żadnych nieprzyjemności. Ci, którzy mnie znają, serdecznie mnie tam zapraszają, a inni się mną nie interesują. Jak AP Photo/Pontus LundahlŹródło: East NewsCo nie oznacza, że czasami kiedy przyjedzie do tej dzielnicy policja, żeby złapać jakiegoś faceta podejrzanego o przestępstwo, nie wybuchnie konflikt między funkcjonariuszami a młodymi ludźmi. Jeśli pojawią się tam dziennikarze z wielką kamerą, oświetleniowcy, dźwiękowcy, też się to komuś może nie spodobać. Czy to prawda, że przestępczość w Szwecji spada?Nie tylko w Szwecji, w całej Europie. Także w Polsce. Ludzie siedzą prze komputerami i obrażają się w internecie, zamiast bić się w knajpach. Nie cała przestępczość spada. Na przykład rośnie u nas liczba, jak i na przyklad w Polsce, oszustw przy pomocy internetu. Ale tradycyjna przestępczość w Szwecji spada, z małymi wyjątkami. Są to dwa wyjątki, bardzo lubiane przez wyjątek to zabójstwa. Jeśli przyjrzymy się ostatnim pięciu stuleciom, to generalnie przemoc się zmniejsza. Natomiast zwiększa się w liczbach absolutnych, bo jest coraz więcej ludzi. Jest to proces cywilizacyjny. Im bardziej ludzie są od siebie zależni, tym mniej im się opłaca rozwiązywać konflikty przy pomocy chodzi o Szwecję, to w ciągu ostatnich 30 lat zabójstwa, które zawsze w tym kraju były na niskim poziomie, jeszcze bardziej spadły. Równolegle do tego, że przestępczość generalnie spada, przybywa śmierci w porachunkach między gangami na przedmieściach dużych miast. Jest to dla nas nowe i poważne zjawisko, ale dotyczy tylko małej grupy społecznie niedostosowanych młodych mężczyzn. Liczba zabójstw na 100 000 mieszkańców jest mimo tego dzisiaj mniejsza niż pod koniec lat jaki jest drugi wyjątek?Druga dyskusja dotyczy przestępstw seksualnych w stosunku do kobiet. Niedawno Nigel Farage, były lider brytyjskich eurosceptyków, nazwał Malmö "europejską stolicą gwałtów". No bo sobie tak wymyślił. Ale fakty są w tej sprawie następujące: rzeczywiście jest u nas dużo raportowanych gwałtów. Po pierwsze dlatego, że nasze feministyczne rządy miały taki pomysł, aby coraz bardziej rozszerzać pojęcie gwałtu. To znaczy takie czyny, które wcześniej nie były klasyfikowane jako gwałt, teraz nim są. Gwałtem może być cała masa różnych rzeczy, która semantycznie - że tak powiem - nie odpowiada pojęciu przykład?Na przykład stosunek seksualny z czternastoletnią dziewczynką, który na całym świecie byłby nazywany w inny sposób, ale nie gwałtem. Natomiast u nas to jest gwałt. Również takie czyny seksualne, które nie obejmują penetracji, ale są wystarczająco seksualnie zdefiniowane i dlatego są liczone jako tym w Szwecji kobiety są świadome swoich praw i zgłaszają na policję więcej przestępstw seksualnych niż w większości innych krajów. Historia, gdzie pijana dziewczyna idzie do obcego faceta do domu, kładzie się do łóżka, a ten facet ma z nią stosunek seksualny gdy ona śpi - nie sądzę, by w wielu krajach była zgłoszona na policję jako gwałt. A u nas tak. I zresztą słusznie, bo przecież on jej o zgodę nie zapytał. Trzecia sprawa to sposób, w jaki rejestrujemy przestępstwa. Był taki przypadek parę lat temu, kiedy pani, która żyła z prostytucji, zdecydowała, że wszyscy jej klienci ją zgwałcili. Wprawdzie jej za to zapłacono, ale ona uważała, że to był gwałt. Zameldowała 300 gwałtów. No to tych 300 gwałtów zarejestrowano. Jeśli kobieta przyjdzie na policję i powie, że mąż gwałci ją co noc, to będzie zarejestrowanych 350 gwałtów. Jeśli to wszystko będzie porównane międzynarodowo przez ludzi, którzy się na tym nie znają, to wyjdzie, że Szwecja ma niesłychaną liczbę i bezrobocie napędzają przestępczość?Tak. Ale to nie jest takie proste. No bo biednych jest wielu, a przestępców (w każdym razie takich, którzy popełniają dużo poważnych przestępstw) stosunkowo mało. Można to sobie bardzo dokładnie zobaczyć na mapach przestępczości dużych miast. Nie jest to wynalazek szwedzki, tylko amerykański. Tamtejsi kryminolodzy odkryli to 100 lat temu, właśnie w dzielnicach, gdzie mieszkali biedni imigranci. Wyraźnie widać, że tam, gdzie jest więcej biedy, jest też więcej przestępczości. Ale nawet w takich częściach miast większość ludzi nie jest dyskutować na temat tego, jak ta zależność się tworzy. Czy to jest frustracja tych ludzi, czy może dezorganizacja społeczna? Czy to jest spowodowane tym, że w tych dzielnicach skupiają się ludzie z problemami i młodzi się od nich uczą, jak popełniać przestępstwa i jak to zachowanie tłumaczyć sobie i innym? Kryminologia dużo się tym zajmowała, szczególnie ta klasyczna - amerykańska. To, że taka relacja występuje, nie ulega w ogóle jeśli do Szwecji przyjeżdżają nowi ludzie, biedni, bez języka, często bez wykształcenia, zdecydowanie bez kontaktów, to gdzie oni zamieszkają? Zamieszkają w biednych, imigranckich dzielnicach. Potem, gdy nauczą się języka, dostaną pracę, to się stamtąd wyprowadzają, ich przestępczość się zmniejsza. Przychodzą nowi i zajmują ich miejsce. Kiedyś to byli Szwedzi ze wsi oraz Finowie, trochę Jugosłowian, Greków i Turków, którzy w latach 50. i 60. przyjeżdżali do Szwecji za się z nimi stało?Wyprowadzili się stamtąd. Awansowali na wyższe pozycje społeczne i lepiej im się powodzi. Zachowują się dużo bardziej przyzwoicie, bo po prostu mają więcej do stracenia. Natomiast ci, którzy się tam wprowadzili, to są Somalijczycy, uciekinierzy z Iraku, Syrii, Afganistanu, Maroka itd. I oni mają dzisiaj problem. W najgorszej sytuacji są Somalijczycy, którzy oprócz problemów, z którymi borykają się wszyscy imigranci, są jeszcze dyskryminowani. Dyskryminacja Somalijczyków jest większa, bo są czarni. Niestety struktura dyskryminacji działa w ten sposób, że im bardziej ktoś jest do nas podobny, tym mniej go dyskryminujemy. Finów się dyskryminuje, kiedy nie ma nikogo innego. Gdy są Somalijczycy, to dyskryminuje się są polscy imigranci? Czy jest wśród nich dużo przestępców?Tak. Nie mam teraz cyfry w głowie, ale są dość poważnie nadprezentowani. Aczkolwiek dużo mniej niż Jorn Lier Horst, były szef wydziału śledczego, powiedział w wywiadzie dla Wirtualnej Polski, że wszyscy Polacy, których zna, to przestępcy. Według niego 6-7 lat temu norweska policja zaobserwowała, że zwiększyła się liczba złodziei z Europy obserwacje pojedynczych policjantów trudno generalizować. Norwegia nie przyjmuje specjalnie dużo uchodźców. Jeśli już wpuszcza imigrantów, to od razu do pracy. A ci rzadko popełniają przestępstwa. W Skandynawii mamy sytuację taką, że Norwegia i Finlandia są bardzo sceptycznie nastawione do imigrantów, uchodźców. Natomiast Dania i Szwecja przyjmowały ich bardzo dużo. Tym Norwedzy się nie są polscy imigranci?Kiedyś to byli uciekinierzy polityczni i ci prawdopodobnie, nie rozrabiali za bardzo. Najpierw to byli ludzie z nazistowskich obozów, potem nasza emigracja pokolenia Marca ’68. To byli przede wszystkim studenci, którzy udali się na uniwersytety i robili zawodowe kariery. Wśród nich znalazła się bardzo mała grupa, która miała jakiekolwiek problemy. Były to jakieś drobne przestępstwa ekonomiczne. Znam nawet dwóch mężczyzn, którzy zadarli z prawem, ale tego było naprawdę niewiele. Potem przyjechali polityczni. W dalszej kolejności zaczęli się pojawiać ludzie za Sarnecki w wieku 8 latŹródło: Archiwum prywatneCo to za ludzie?To są ludzie z niskim wykształceniem, którzy ciężko harując w Szwecji, mogli zarobić większe pieniądze niż w Polsce. I wtedy zaczęły się pojawiać klasyczne problemy emigracji tego rodzaju: dużo alkoholu, bójki, bo przyjeżdżali prawie sami mężczyźni. Takie same zresztą, jak z Finami. Bo w Szwecji jest dużo Finów, którzy kiedyś też przyjechali za pracą. Finlandia w czasie wojny została strasznie zniszczona. Była bardzo biednym krajem, który po początkowych problemach doskonale sobie poradził w starym marksistowskim języku mówi się o klasach. Przynależność społeczna oczywiście ma duże znaczenie, wpływa na to, jak ludzie się zachowują. Ale pozycje społeczne się zmieniają. Ludzie, którzy przyjechali jako biedni imigranci, nie zostają w tej sytuacji na środku lat 90. nagle przyjechało 90 tys. Bośniaków. Niektórzy Szwedzi stawiali temu opór, chcieli zatrzymać Bośniaków. Bo to przecież muzułmanie i straszne dzikusy, bo z Bałkan itd. Minęło 5, 10, 15 lat. I kiedy pani teraz znajdzie jakiegoś Bośniaka w Szwecji, to jest on członkiem rządu, artystą, lekarzem czy znanym pisarzem. Doskonale sobie ta grupa się różni współczesny emigrant od tego, który przybył do Szwecji 50 lat temu?Po przyjeździe mieszkałem w ośrodku dla uchodźców blisko Göteborga. Po latach zrobiono film o moim życiu w Szwecji. Telewizja zabrała mnie w miejsce, gdzie kiedyś stał obóz. Próbowałem znaleźć te baraki, ale nic już z nich nie zostało. Na ich miejscu wybudowano bloki wtedy, przed laty, obóz był na polu pod lasem. Było piękne lato. Trzy razy dziennie dostawaliśmy jedzenie. Próbowano nauczyć nas szwedzkiego. Było czysto i schludnie. Przebywaliśmy tam przez trzy miesiące. A potem pojechaliśmy do Sztokholmu. Dostaliśmy możliwość pracy i nauki oraz przede wszystkim pozostania w tym kraju. Ja dostałem się na zima w SzwecjiAutor: Jerzy SarneckiŹródło: Archiwum prywatneTeraz imigranci nie mają takich możliwości. Nie dostają od razu pracy i mieszkania, nie mogą pójść na studia?Niestety przeciętny uchodźca musi średnio 7 lat czekać na pracę. Duża cześć z nich zresztą zostanie odesłana z powrotem. Ci ludzie nie mieszkają przez cały czas w ośrodkach dla uchodźców, ale tak czy inaczej przebywają w złych warunkach. Nauka języka nie idzie im zbyt dobrze, bo przebywają w swoim środowisku. A dopóki się tego języka nie nauczą, nie dostaną pracy. W międzyczasie tworzą się ludzi nigdy w to społeczeństwo nie wejdzie. Bo jeśli ten 17-letni szczeniak przyjechał do Szwecji, gdy miał 10 lat, i rodzice przez te pierwsze 7 lat nie znaleźli pracy, a on miał poważne problemy w szkole, to będzie mu trudno zrozumieć, na czym to wszystko polega, jak to społeczeństwo te dzieci mają problemy w szkole?Nasi Somalijczycy w wywiadach mówią, że szkoła była bardzo fajna, bo mogli w niej spotykać kolegów. Ale gdy trochę dorośli i mieli po 13-15 lat, zauważyli, że kolegów można spotykać gdzie indziej. Po co więc chodzić do szkoły? A w Szwecji jeśli się nie zrobi matury, to zdobycie pracy jest prawie niemożliwe. I wtedy prawdopodobieństwo poważnych problemów społecznych i przestępczości jest bardzo z drugiej strony 30 procent lekarzy w Szwecji to cudzoziemcy. Jeśli będzie pani w Sztokholmie, to raczej nie znajdzie pani restauracji prowadzonej przez Szwedów. Ludzie, którzy opiekują się starszymi osobami, to prawie zawsze cudzoziemcy. Panie, które u mnie sprzątają, są najczęściej z Polski, ewentualnie z Tajlandii. W fabrykach pracuje wielu cudzoziemców. I my, społeczeństwo, oczywiście także na tym tym społeczeństwa zbyt homogeniczne nie są specjalnie atrakcyjne. I chyba mają problemy z przyrostem i nowych idei, i gospodarki. Kraje, którym się powiodło, to są niemal zawsze państwa z bardzo różnorodną którym się bardzo dobrze powodzi, mają zawsze bardzo zróżnicowane kadry. Wystarczy spojrzeć na sytuację w USA. Kiedy Trump mówi, że będzie ograniczał emigrację, to kto protestuje? Google, Apple, IBM, Tesla! Dlaczego? Bo są tacy humanitarni? Nie! Oni na tym zarabiają jest pan najbardziej rozpoznawalnym Polakiem w Szwecji?Na pewno najbardziej kontrowersyjnym. A czy najbardziej znanym? Nie wiem. Ale jestem dość znany. Ludzie podchodzą do mnie na ulicy, rozpoznają pana lubią?No nie, skąd?!Dlaczego?Po pierwsze z powodów czysto politycznych. Szwedzcy Demokraci - agenda ksenofobów - uważają, że Szwecja się rozpada, bo przyjechało za dużo cudzoziemców. A ja tego za bardzo nie widzę w wynikach moich prac naukowych. I to ich oczywiście bardzo wkurza. Jest to w miarę SarneckiŹródło: Archiwum prywatnePoza tym krytykuję różne zjawiska, które mi się nie podobają. Na przykład kiedy policja kogoś bije, to ja mówię, że to jest nie w porządku. Policja to jest taka organizacja, której krytykować nie wolno, bo tego nie lubią. Dlatego jeśli zrobią coś niewłaściwego, to czasem kłamią. Gdy mówię, że kłamią, to znowu są na mnie źli (śmiech). Zresztą policji nie podoba się też, kiedy mówię, że spada przestępczość. Bo wtedy nie może powiedzieć, że potrzebuje więcej również kwestia tego rodzaju, że kiedy przyjeżdża człowiek z zewnątrz i ciągle się wypowiada na temat spraw dotyczących sytuacji w kraju, jest to także dla niektórych denerwujące, mimo że ten człowiek mieszka w Szwecji od prawie 50 lat. Szczególnie drażni to te ksenofobicznye siły, które w tej chwili są bardzo pan już prawie 50 lat poza granicami Polski. Jak ocenia pan to, co się u nas teraz dzieje?Przez wiele lat nie wpuszczano mnie do Polski. Z PRL miałem bardzo zły kontakt, lub wcale. Musiałem zaakceptować fakt, że wprawdzie jestem stąd, ale mnie tu nie chcą. Z pierwszego zaproszenia do Polski śmieję się do tej pan tu w 1978 roku na zaproszenie Instytutu Resocjalizacji i Profilaktyki Społecznej przy UW. Pracowałem wtedy w Szwedzkiej Narodowej Radzie Zapobiegania Przestępczości. Na Okęciu dwóch kolegów, którzy ze mną przylecieli, przepuścili przez kontrolę paszportową, a mnie nie. Usłyszałem, że jestem osoba niepożądaną. Na nic się zdały moje tłumaczenia. Zostałem odesłany do był powód?Powodem był antysemityzm. Ale ja tego tak nie zostawiłem. Po powrocie zadzwoniłem do szwedzkich mediów i nagłośniłem sprawę. Były zachwycone moją historią. Najpierw próbowano mnie zastraszyć. Ktoś do mnie zadzwonił i powiedział, że wydano na mnie wyrok śmierci, Ale po wszystkim komunistyczne polskie władze przeprosiły i tłumaczyły, że pomyliły mnie z kimś innym. Kiedy ponownie okazywałem swój paszport na Okęciu, usłyszałem: „Panie doktorze, witamy serdecznie”. Mimo że w paszporcie nie było wzmianki, że mam tytuł doktora. Więc wyraźnie byli na mój powrót gdy upadł komunizm, zacząłem spoglądać na Polskę z sympatią i dużym zaangażowaniem. Znałem i znam nadal wielu ludzi, którzy ten kraj tworzyli - Jacka Kuronia, Adama Michnika i wielu innych. Bardzo się cieszyłem, że to wszystko idzie w dobrą stronę. Teraz już się nie krok Wybraliście grupę ludzi, którzy po prostu ciągną ten kraj w niebezpiecznym kierunku. Polska stawała się demokratyczną częścią Europy. Podobało mi się to otwarcie na Europę. Bo ja nie jestem tak bardzo Szwedem, ani tak bardzo Polakiem. Jestem po prostu Europejczykiem. Kiedy jestem w Cambridge, to czuję się tam tak samo dobrze jak w Sztokholmie czy w Warszawie. W Paryżu czuję się trochę gorzej, bo nie znam francuskiego, ale nadal jestem w domu. I właśnie dla takiego człowieka jak ja, jeśli Polska staje się częścią Europy, to staje się także częścią mnie. Bo wtedy ja jestem dużo bardziej gdy do władzy dochodzą ludzie, którzy chcą z tej Europy Polskę jakoś wycofać - nie do końca, bo jeśli Unia daje pieniądze, to jest dobrze, gorzej, kiedy stawia jakieś wymagania - to mnie to oczywiście robi Polaków mniej Europejczykami. Chodzi tu i o Trybunał Konstytucyjny, i o prasę, i o aborcję. No i trzeba pamiętać, że to, co się dzieje w Polsce, jest teraz częścią międzynarodowego ruchu (z Orbanem, Trumpem i z naszymi szwedzkimi ksenofobami), i to jest przeciwko temu, w co ja Szwecji mówi się o tym, co się dzieje w Polsce? kim jest Kaczyński? zaskoczeni słowami prezesa PiS, który mówił, że "w Szwecji są "54 strefy, gdzie obowiązuje szariat i nie ma żadnej kontroli państwa"?Wypowiedź Kaczyńskiego była w Szwecji bardzo obserwowana i krytykowana. A ja byłem zapraszany do mediów i musiałem ją komentować, co było strasznie przykre. Wtedy ten ruch ksenofobiczny na świecie nie był jeszcze tak silny jak teraz. Bo kiedy w tej chwili Trump mówi źle o uchodźcach, to nawet w Szwecji niektórzy przyznają mu rację. Poza tym Szwedzi bacznie przyglądali się kwestii związanej z Andrzejem Rzeplińskim i z Trybunałem Konstytucyjnym. Komentowano także grudniowe wydarzenia w Sejmie i to, co się dzieje z polskimi pan wróży przyszłość dla Polski?Polska jest częścią Europy i świata. Można udawać, że się nią nie jest, ale to błąd. Kwestią więc nie jest to, co się wydarzy w Polsce, lecz jak się potoczą wybory we Francji, co dalej z Brexitem, kto wygra w 2018 roku w Szwecji. Skrajna prawica, niestety, rośnie w siłę. Coraz bardziej rozprzestrzenia się radykalizm i ksenofobia. Obecny polski rząd jest częścią tej populistycznej, neokonserwatywnej fali. To przejdzie. Wszystko przechodzi. Ale będzie nas to wszystkich dużo kosztowało. Ile - w tej chwili trudno Sarnecki -_ przyjechał do Szwecji z rodzicami w 1968 roku. Uchodzi za najbardziej rozpoznawalnego emigranta z Polski. Profesor kryminologii z Uniwersytetu w Sztokholmie. Inicjator i współprzewodniczący kapituły Sztokholmskiej Nagrody Kryminologicznej, nazywanej kryminologicznym Noblem. W latach 1970-90 pracownik naukowy Szwedzkiej Rady Narodowej ds. Zapobiegania Przestępczości. Dyslektyk, w Polsce miał poważne trudności z nauką, powtarzał piątą klasę, nie dostał się do liceum. Jego historia - oraz dziewięciu innych osób - została opisana w książce Krystyny Naszkowskiej "Wygnani do raju. Szwedzki azyl". _Źródło: Materiały prasoweBohaterowie książki "Wygnani do raju. Szwedzki azyl" Krystyny Naszkowskiej w szczerych rozmowach dzielą się swoim doświadczeniem, opowiadają o ówczesnej Polsce, o Szwecji, która przyjęła ich wtedy i o tym, jak żyje się tam dzisiaj. Książka ukazała sie nakładem wydawnictwa AGORA.